poniedziałek, 19 marca 2012

Anty-podręcznik, który warto zakupić.

W ręce wpadła mi doskonała książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim nauczycielom etyki i filozofii w szkołach średnich. To "Antypodręcznik filozofii". 
Świetnie, błyskotliwie napisana. Nie brakuje w niej przekory i przewrotnego poczucia humoru, prowokacji i zaskakujących pytań - czyli tego, co rasowy nauczyciel filozofii lubi najbardziej.
Oto tytuły niektórych rozdziałów: "Czy powinniśmy zacząć rok szkolny od spalenia nauczyciela filozofii?", "Dlaczego w Amsterdamie bez problemu możecie kupić haszysz, a w Waszym liceum nie?", "Czy pozwoliłbyś swojemu dziecku oglądać filmy pornograficzne w Internecie?". 
Do każdego tematu dołączone są krótkie teksty źródłowe. Spokojnie wystarczy Wam na kilkanaście świetnych lekcji. Do tego jeszcze zajrzycie na mojego chomika i zobaczycie, jakie filmy można do tych tematów dopasować (robię mały zbiór). 
Na reszcie jakieś ułatwienie! Grupa międzyklasowa powoduje, że tematy z programu są wyczerpane w jeden rok :(, a nie można przecież w kółko wałkować tego samego. Niech żyje Michel Onfray!

Książkę kupicie bez problemu przez Internet. 

środa, 8 lutego 2012

Stanisław Grzesiuk - Pięć lat kacetu

Książka, którą szczerze polecam. "Wcisnąłem" ją już kilku osobom. Na początku patrzyły na mnie ze zdziwieniem. "Co ty, takie nudy?". Potem mówiły, że to najlepsza książka, jaką w życiu przeczytały.

Są to relacje z pierwszej ręki, spisane przez samego Grzesiuka, który pięć lat spędził w obozach koncentracyjnych. Z jego opowieści wyłania się bardzo prawdziwy obraz życia obozowego, daleki od idealistycznych stylizacji, jakie można spotkać np. w zachodnich filmach na ten temat.

Jest to książka bardzo brutalna i opowiada o tym, jak rzeczywiście wyglądało obozowe życie. Tzn. głodzenie, nieustanne bicie, prześladowania, zabijanie nieraz dla zabawy, dla zakładu. Grzesiuk opisuje sytuacje,  w których ludzi zabijano zastrzykami, topiono, bito na śmierć, zmuszano do samobójstwa.
Wśród więźniów panowała hierarchia. Na jej szczycie stali często kryminaliści (niemieccy lub polscy) którzy okrucieństwem nie ustępowali nieraz esesmanom.  Można było sobie wiele rzeczy "załatwić" od tzw. prominentów. Podział na dobrych więźniów i złych Niemców był dość płynny, zdarzały się np. sytuacje opisane przez Grzesiuka, gdzie polski czy ukraiński kapo katował Polaka, a esesman (oczywiście nie z litości, ale żeby oszczędzić siłę roboczą) stawał w jego obronie.
Poruszająca jest też przemiana, jaka zachodzi w samym autorze. Staje się obojętny, jego priorytetem jest - przeżyć. Korzysta ze swojej siły, odwagi i sprytu. Fakt, że jest świadkiem śmierci ludzi nie robi już po pewnym czasie na nim wielkiego wrażenia - brak na to sił. Siły w obozie trzeba oszczędzać.
Mimo to stara się w miarę możliwości pomagać współwięźniom. Po pewnym czasie udaje mu się zyskać pewien "status". Ma też opracowane techniki przetrwania i wspiera kogo może. Padają prawdziwe nazwiska, wiele rozdziałów to wspomnienia o ludziach, których poznał w obozie. Duża część nie przetrwała. Mimo tragicznej wymowy tekstu, postacie są nakreślone bardzo barwnie, można powiedzieć "stają przed oczami".
Jest to książka która, że się tak wyrażę, bardzo daje do myślenia. Grzesiuk tak na prawdę ratuje życie, bo kłamie. Wymyśla sobie jakieś lipne "fachy", ryzykuje, mówi, że umie coś, czego nie umie. Ci, którzy przyznają się do bycia np. nauczycielami, naukowcami, prawnikami itp. od razu idą na śmierć, albo - do najcięższego komanda, w którym człowiek żyje zwykle kilka tygodni. Jest sprytny, potrafi "migać się" od pracy, wie, że w obozie nie wolno pracować, tylko trzeba dobrze udawać.

Fragmenty książki można wykorzystać na lekcji etyki w szkole średniej. Dzisiaj wielu ludzi chętnie "zamawia pięć piw", rysuje swastykę... traktując to jako żart. Dobrze byłoby, żeby przeczytali właśnie "Pięć lat kacetu".

niedziela, 5 lutego 2012

Lekcja filozofii w wersji e-book

W Internecie pojawiła się elektroniczna wersja "Lekcji filozofii". Można ją kupić szybko, łatwo i przyjemnie na:
 http://woblink.com/e-book/4896 za niewielką kwotę 12zł.

czwartek, 26 stycznia 2012

Czy stać nas na uczciwość?

Przy okazji afery z ACTA wynika kilka ciekawych pytań. To oczywiste, że należy szanować prawa autorskie. Cóż jest straszniejszego (no dobrze, na świecie jest wiele straszniejszych rzeczy, ale to taka retoryczna przesada), niż artysta, muzyk, pisarz, twórca - pracujący w pocie czoła na kasie w hipermarkecie.
Pracuje tam, ponieważ za jego twórczość nikt nie zapłacił. Bo i po co? Jest dostępna bezpłatnie do ściągnięcia w sieci (nielegalnie).
Tak to niestety wygląda, że każdy chciałby zarobić na tym co robi i co lubi robić. Przynajmniej na tyle, by móc robić to nadal.
Ale jest też druga strona medalu. Potężny, niemal monopolistyczny rynek wielkich korporacji. Mimo tego, że zarabiają miliony dolarów - chcą więcej. Jeśli jest inaczej, czemu programy są tak drogie? Czemu oryginalne płyty kosztują tyle pieniędzy? A książki? Czy to dlatego, że wstrętni twórcy, programiści, muzycy, literaci są tak chciwi? Czy to im trzeba zapłacić te horrendalne kwoty?
Przecież, gdyby to wszystko było tańsze, chętnie kupowalibyśmy oryginalne programy, filmy, muzykę, e-booki... Cóż dodać. Jak zwykle interesów "możnych tego świata" bronią łopatologicznie pojmowane "zasady moralne".
Czy zatem stać nas na uczciwość???

niedziela, 22 stycznia 2012

O tym, jak Korporacjusz dętkę do roweru atomowego kupował

Zapraszam do przeczytania mojego krótkiego opowiadania.

http://www.qfant.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=4683:%C5%82ukasz-henel

Historyjka jest oczywiście mocno przerysowana... jak to karykatura. Ale pisząc ten tekst chciałem zwrócić uwagę na kilka rzeczy.
1. Za rozwojem techniki powinien podążać też rozwój zdrowego rozsądku i człowieczeństwa.
2. Nie powinno być tak, że państwo jest narzędziem w rękach tych, którzy posiadają najwięcej pieniędzy.
3. Często padamy ofiarami "moralnych pseudo-uzasadnień", takich jak w przypadku bogini Mamony. Niby logiczne, niby słuszne ale...no właśnie.
4. W świecie Korporacjusza nie ma miejsca na zmianę losu. Korporacjusz urodził się Korporacjuszem i zapewne jako taki umrze. Tak jak w feudalnym społeczeństwie... chłop zostaje chłopem, rzemieślnik rzemieślnikiem, biedak biedakiem. Stąd nawiązanie do średniowiecznego języka i tyle archaizmów :-)