czwartek, 14 kwietnia 2016

Czy istnieje przeznaczenie?

Łysy człowiek idzie przez pole. Nagle na jego głowę spada żółw i zabija go na miejscu. Żółw został upuszczony przez lecącego wysoko w górze ptaka, który chciał w ten sposób rozbić skorupę, aby zjeść żółwia na śniadanie. Łysy zginął, ponieważ ptak pomylił jego głowę z kamieniem. Taką historyjkę opowiadano sobie w starożytności aby dowieść, że wszystko, co nam się przytrafia ma swoją przyczynę. Wynika z określonego ciągu zdarzeń. A jeśli tak, to czy w ogóle mamy wpływ na nasze życie? Czytaj dalej...



wtorek, 12 kwietnia 2016

Moim zdaniem...

Zachęcam do przeczytania mojego krótkiego tekstu na zaprzyjaźnionej stronie mydrea.ms:

Często sądzimy, że jesteśmy wolni, a przebieg naszego życia wynika z podjętych świadomych wyborów. Lubimy także uważać, że nasze poglądy są rzeczywiście nasze w pełnym tego słowa znaczeniu – czyli przemyślane. W rzeczywistości jednak ogromna część przekonań została „wtłoczona” w nasze umysły przez rodziców, nauczycieli czy środki masowego przekazu... czytaj dalej





wtorek, 29 marca 2016

Zagadkowy, opuszczony szpital w Owińskach

Tak naprawdę jest to spory kompleks, składający się obecnie z kilku budynków. Byłem tam niedawno i trzeba przyznać, miejsce ma swój klimat. Cały teren jest ogrodzony i pilnowany, jednak przy użyciu odrobiny uroku osobistego jak i innych "wspomagaczy" da się wejść do środka. 
Panowie z którymi rozmawiałem, z zastanawiającą zapalczywością zaprzeczają wszelkim plotkom o duchach. Dostaliśmy godzinę czasu do dyspozycji - aż do zapadnięcia zmroku. 
Zgodnie z zapewnianiami wszelkie pogłoski o ponurej przeszłości kompleksu stanowią jedynie plotki, i jest to miejsce w gruncie rzeczy dobroczynne (oraz takie było w przeszłości) nie licząc oczywiście eksperymentów na ludziach, których ciała były następnie wywożone siecią podziemnych korytarzy łączących budynki. Korytarze istnieją rzeczywiście. Cmentarz z resztą też. Większość pacjentów została wywieziona przez hitlerowców i wymordowana. Trudno uwierzyć, że takie rzeczy mogły dziać się naprawdę. 

 Niebawem zamieszczę obszerniejsze sprawozdanie z tej wyprawy, nie waham się użyć tego słowa-badawczej. Na razie zdjęcia poglądowe :) 





poniedziałek, 1 lutego 2016

Nominacja do "Książki roku 2015" według Czytelników portalu lubimyczytać.pl

Miło mi powiadomić, że moja powieść "Podziemne miasto" znalazła się wśród dziesięciu pozycji nominowanych do nagrody "Książka roku 2015" w kategorii "horror".  Plebiscyt organizuje portal lubimyczytać.pl. Serdecznie zapraszam do zajrzenia na stronę i głosowania. Nie będzie łatwo - wśród nominowanych takie nazwiska jak Ketchum czy King.

http://lubimyczytac.pl/plebiscyt/kategoria/1/horror

















niedziela, 24 stycznia 2016

Audiobook "Podziemne miasto" już dostępny

"Podziemne miasto" w wersji audio pojawiło się już w wielu księgarniach internetowych. Jeśli ktoś chciałby sobie posłuchać, serdecznie zachęcam. Audiobooka można nabyć na przykład tutaj:

http://ksiegarnia.pwn.pl/Podziemne-miasto,84925110,p.html

Podziemne miasto - Łukasz Henel

wtorek, 17 listopada 2015

niedziela, 18 października 2015

Bezpieczeństwo w ruchu drogowym - "Miejska puszcza".

W szkole w której pracuję co miesiąc odbywają się zajęcia poświęcone bezpieczeństwu dzieci. Poniżej zamieszczam tekst, który napisałem ostatnio na takie zajęcia. Potencjalnych krytyków upraszam o wzięcie pod uwagę, że tekst jest przeznaczony dla uczniów w wieku 10-12 lat. Musi więc być prosty i zrozumiały dla nich. Powinien też zawierać dydaktyczne przesłanie.

Tekst udostępniam do wykorzystania, jeśli ktoś uzna, że mógłby pomóc mu w poprowadzeniu zajęć.




Miejska  puszcza

            Adaś chodzi do czwartej klasy szkoły podstawowej. Od pewnego czasu ma tylko jedno wielkie marzenie. Chciałby sam wracać do domu, tak jak niektórzy koledzy.
            Roksana, która jest w tej samej klasie co Adaś może już sama wracać do domu. Jest z tego bardzo dumna i dlatego zawsze stara się, żeby koledzy i koleżanki to zauważyli. Wychodząc ze świetlicy zawsze głośno trzaska drzwiami i krzyczy – „wychodzę sama do domu! Już jest czternasta!”. I na wszelki wypadek, gdyby pan od świetlicy ośmielił się mieć jakieś wątpliwości dodaje – „mam zgodę rodziców!”.

            Adaś uważa, że to strasznie niesprawiedliwe. Jego mama niespecjalnie chce się zgodzić na to, by mógł sam chodzić do domu. Często rozmawiają na ten temat.

            „A Roksana już może!” – Mówi Adaś.

            „Roksana mieszka blisko, nie to co ty” – Odpowiada mama – „Masz do przejścia kilka ulic oraz to dziwne skrzyżowanie, na którym grasuje Czerwony Tramwaj i jego pomocnicy - drapieżne samochody.

            Bajkę o miejskiej puszczy mama opowiedziała Adasiowi po raz pierwszy, kiedy miał siedem lat. Brzmiała ona mniej więcej tak:

            „Dawno temu, kiedy nie było jeszcze Poznania, na tych terenach rosła pradawna puszcza. Ludzie zapuszczali się tu niechętnie, a wielu z tych, którzy się na to odważyli, nigdy nie wracało. Niektóre miejsca w puszczy były bardzo niebezpieczne, mówiło się, że żyją w nich wrogie człowiekowi zwierzęta. Starzy ludzie po cichu opowiadali dzieciom o wilkach, ale widać było, że nie mówią całej prawdy. Wiadomo było tylko, że ci którzy je ujrzeli i zdołali ujść z życiem bardzo niechętnie mówili o tym, co rzeczywiście zobaczyli. Mówi się, że na skraju tego lasu stała stara chatka, a w niej żyła dobra wróżka, która ostrzegała wędrowców chcących wejść do tego niebezpiecznego lasu. Miała na imię Marianna.

            Kiedy miasto zaczęło się rozrastać, prastary las został wycięty. Pobudowano drogi, tory tramwajowe i mnóstwo domów. Aby uzyskać miejsce pod budowę – podpalono las. Zginęło wtedy mnóstwo zwierząt. Legenda głosi jednak, że te najbardziej wrogie wobec człowieka nie odeszły na zawsze. Pozbawione swojego domu stały się jeszcze bardziej złośliwe i niebezpieczne. Ich duchy nadal można spotkać, nawet w biały dzień i to w środku miasta.  Dlatego zawsze trzeba być bardzo ostrożnym. Istnieją oczywiście również dobre duchy, które nas strzegą, i przybrały one inną postać, niż te złe".

            Adaś jest bystrym chłopcem i coś w tej opowieści mu się nie zgadzało.

- Jak to możliwe, że duchy tych złych zwierząt nadal są w mieście – zapytał – jeżeli ich nie widać? Chętnie zobaczę takie duchy, jeśli tylko mi je pokażesz.

            Wtedy mama nic nie odpowiedziała. Zamiast tego zabrała Adasia na krótki spacer. Pokazała mu przejście dla pieszych, po którym na zielonym świetle przechodziła młoda dziewczyna z słuchawkami na uszach. Nagle z piskiem opon zza zakrętu wyskoczył jakiś samochód. Mimo czerwonego światła wpadł na przejście dla pieszych, o mały włos nie uderzając w dziewczynę, która w ostatniej chwili zdążyła odskoczyć.

            - To jeden z nich – powiedziała szeptem mama – a jest ich więcej. Polują na ludzi, tak jak robiły to kiedyś w puszczy. Są tutaj nadal, chociaż ich nie widać. Sprawiają, że kierowca naciska pedał hamulca o sekundę za późno. Rozwiązują sznurówki dzieciom, żeby te się przewróciły. Potrafią sprawić, że czerwone światło stanie się na chwilę zielone, albo że jadące samochody będą na moment wyglądały tak, jakby stały w miejscu. To tylko niektóre z wielu ich sztuczek.

            Mniej więcej tak brzmiały opowieści mamy, ale im starszy robił się Adaś tym mniej chciał w nie wierzyć. Pani od przyrody powiedziała, że żadnych duchów nie ma, a przecież pani od przyrody wie wszystko najlepiej, prawda?

            Wreszcie nadszedł upragniony dzień, stało się to jakoś w połowie roku szkolnego. Adaś dowiedział się, że będzie mógł sam pójść do szkoły. Mama wyglądała na zaniepokojoną.

            - Uważaj na siebie – ostrzegła go – wierz mi lub nie, ale oni istnieją. Najgorszy z nich i najbardziej podstępny pojawia się gdzieś w pobliżu waszej szkoły i przejmuje kontrolę nad czerwonym tramwajem. Atakuje znienacka, pojawia się nagle i niespodziewanie, jest szczególnie złośliwy.
            - Dobrze, dobrze mamo – Adaś miał już po dziurki w nosie tych dziwnych  historyjek. Wybiegł z mieszkania i pognał na ulicę.
            - Magiczne znaki! – Zawołała za nim mama – Magiczne znaki, pamiętaj o nich!
            Adaś zbliżał się już do szkoły i rzecz jasna nie spotkał po drodze żadnych duchów. Niedaleko szkoły znajdowało się przejście dla pieszych ze światłami. Kiedy zbliżał się do przejścia zauważył, że światła popsuły się. Zamiast zielonego lub czerwonego łypało na niego teraz tylko jedno – pomarańczowe. Co robić?
            Wtedy przypomniała mu się magiczna formułka, której nauczyła go jego mama:

            Popatrz w lewo, popatrz w prawo, nic nie jedzie, ruszaj żwawo!

            Powtórzył ją kilka razy w myślach, rozejrzał się i przeszedł po pasach. W ten sposób dotarł do wysokiego żywopłotu, który całkowicie zasłaniał mu widok. Pomarańczowe światełko sygnalizacji świetlnej mrugało teraz jakby szybciej, zachęcająco. Chodź, chodź, prędziutko!, zdawało się mówić, bo spóźnisz się do szkoły! Biegnij, biegnij! Teraz!

            Wtedy jednak zobaczył magiczny znak, o którym mówiła mama. Cokolwiek by nie myśleć o jej dziwnych opowieściach, znak stał tam rzeczywiście. Był na nim namalowany on – najgroźniejszy ze wszystkich, najbardziej podstępny – Czerwony Tramwaj. Spojrzał też na swoje sznurówki i zobaczył, że są one rozwiązane.

            Zatrzymał się jak wryty w ziemię. Wtedy w twarz uderzył go nagły podmuch powietrza. Usłyszał przeraźliwy łoskot tramwaju, który pojawił się jakby znikąd, mijając go zaledwie o centymetry. Gdyby nie zatrzymał się, i wszedł na tory – byłoby już po nim.

            Pan motorniczy nawet nie zauważył Adasia. Zbytnio zdziwiło go zachowanie tramwaju, który nie zareagował na hamulec, lecz zbliżając się do przejścia dla pieszych jakby sam z siebie nagle przyśpieszył. Coś musiało się popsuć i to nie pierwszy raz – pomyślał. Co za zbieg okoliczności - popsute światła i to dziwne zachowanie pojazdu.

            Po tej przygodzie Adaś już zawsze pamiętał o magicznych znakach, których część kolegów i koleżanek w ogóle nie zauważała. Tylko jedna rzecz nie dawała mu ciągle spokoju. Pewnego razu zapytał o to mamę.

- Mamo, pytałem w szkole, i nikt oprócz mnie nie zna tej dziwnej historii, która mi opowiadasz, o niebezpiecznych zwierzętach, które stały się samochodami, tramwajami i autobusami, o złośliwych roślinach, które zasłaniają widok na jezdnię, o strzegących nas magicznych znakach, o ostrzegającej wędrowców dobrej wróżce Mariannie i jeszcze wielu innych rzeczach, które pochodzą ze starej puszczy ale jakimś sposobem  zostały tutaj nadal, tyle, że w innej postaci. Skąd znasz tę historyjkę?
- Wiesz przecież jak mam na imię, prawda? Wiesz też gdzie pracuję. – Zapytała mama.
- Jasne mamo! – odparł Adaś – Masz na imię Marianna i pracujesz w Straży Miejskiej.

            Nagle zamilkł i otworzył usta szeroko ze zdziwienia, ponieważ dotarło do niego co próbuje mu powiedzieć mama.

            - Mamo, czy wróżka Marianna to ty?

            Mama jednak nic nie odpowiedziała, tylko uśmiechnęła się bardzo tajemniczo. 

wtorek, 11 sierpnia 2015

Audiobook "Podziemne miasto" - czyta Roch Siemianowski - już w październiku

Miło mi powiadomić, że już na październik tego roku zaplanowana jest premiera audiobooka "Podziemne Miasto" w interpretacji aktora Rocha Siemianowskiego.





Wywiad dla "Okiem na horror"

Łukasz Henel. Rocznicowo. Wywiad.

Zbliża się trzecia rocznica powstania Oka. Więc na początek będzie wspominkowo. Pamiętam, że gdy zakładałem fanpage Okiem na Horror, Łukasz Henel był jednym
z pierwszych pisarzy, którzy zgodzili się na wywiad dla jakiegoś oszołama, co miał kilkudziesięciu fanów na stronie. Gdy wspominam ten wywiad - można znaleźć go na fb Oka - to zastanawiam się jak to wszystko poszło do przodu, a wielu świetnych ludzi, nadal jest ze mną.

Zapraszam na rozmowę z jednym z nich. Łukasz Henel.



Cześć.
Ostatni raz rozmawialiśmy bodaj, przy okazji premiery "Szkarłatnego blasku". 
„Podziemne miasto” to Twój trzeci horror i kolejny, którego akcja rozgrywa się
w okolicach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego (MRU). Widzę, że szczególnie upodobałeś sobie ten tajemniczy  i w sumie fascynujący system bunkrów?

Rzeczywiście coś w tym jest. W okolicach Międzyrzecza, dokładnie w Kursku, mieszka moja rodzina od strony żony. W okolicznych lasach znajduje się mnóstwo bunkrów. Część z nich została wysadzona w powietrze przez Rosjan, ale wiele podziemnych przejść całkiem nieźle się zachowało. Swego czasu wiele osób zaginęło tam bez wieści, usiłując penetrować tunele. Czytaj dalej....

sobota, 1 sierpnia 2015

Pozytywne opinie o książce "Podziemne miasto"

Pragnę podziękować wszystkim, którzy zamieszczają mnóstwo pozytywnych opinii na temat mojej ostatniej powieści "Podziemne miasto". Pojawiają się one na Facebooku, są publikowane w serwisie lubimyczytać.pl, oraz przychodzą bezpośrednio na mojego mejla. 

Dziękuję Wam wszystkim, dzięki Wam czuję, że warto poświęcać wiele godzin na pisanie. 

Pozwolę sobie przytoczyć jedną z takich opinii: 


"„Dziecku bowiem trudno jest zaakceptować okrucieństwo samej natury, woli więc przypisywać je działaniu konkretnej (…) istoty. Skłonność ta ponoć tkwi w każdym z nas.”

Oddział wojsk radzieckich, stacjonujący w Polsce w 1957 roku, próbuje zgłębić tajemnicę poniemieckich bunkrów. Dwaj postawieni na straży żołnierze giną w okrutny sposób, ale to nie zatrzymuje ich przełożonego. Jest zdecydowany kontynuować poszukiwania skarbów, które rzekomo zostały ukryte w podziemiach. Polscy oficerowie, których zadaniem jest ochrona okolicznej ludności, są przeciwni dalszym badaniom bunkrów. Niestety chciwość i osobiste pobudki bywają zgubne w skutkach.

Jeśli ktoś potrafi napisać horror, przez który czuję niepokój i ciarki, czytając go rankiem w pociągu – dla mnie jest mistrzem. Ostatnio czułam się podobnie czytając Edgara Allana Poego, mojego ukochanego pisarza! Więc bez dwóch zdań – jeśli lubicie horrory, koniecznie sięgnijcie po Podziemne miasto.

Dlaczego warto? Najbardziej przypadł mi do gustu oszczędny, wręcz surowy styl autora, pasujący do rozgrywających się wydarzeń. Łukasz Henel napisał już parę książek (On, Szkarłatny blask), dlatego mam wrażenie, że nie bawi się stylem. Wybiera narzędzia, które są mu potrzebne i nimi operuje. Niewielka ilość opisów paradoksalnie dużo lepiej oddaje klimat wojskowej bazy i podziemnych bunkrów, a niedopowiedzenia sprawiają, że wyobraźnia czytelnika zaczyna działać, wywołując dreszczyk emocji. Poza tym oszczędny, trafny sposób wypowiedzi świetnie współgra ze środowiskiem, które przedstawia. Przyznam, że jestem pełna podziwu i z zainteresowaniem podpatrywałam te zabiegi nie tylko jako czytelnik, który sporo już widział (czytał), ale też jako osoba, która chciałaby napisać własną powieść.

Nie potrafię wskazać żadnej wady poza poczuciem niedosytu i wrażeniem, że książka jest za krótka. Polecam wszystkim miłośnikom dobrych i nieoczywistych horrorów, które nie bazują na zachlapaniu całego świata przedstawionego krwią, tylko na klimacie, który niby jest ok, ale intuicja nam podpowiada, żeby być ostrożnym… Polecam też miłośnikom polskich książek i… daję prztyczka w nos wszystkim twierdzącym, że Polacy nie potrafią pisać. A ja od dawna jestem zdania, że dobrą fantastyką Polska stoi.

Autorze – chylę czoła. Czytelnicy – musicie mieć tę książkę. A jak jeszcze nie jesteście pewni, to po prostu zaryzykujcie i… dajcie się oczarować."

źródło: 
postmeridiem1.blogspot.com