Zachęcam do zagłosowania na moje opowiadanie "Wampir ze Śląska":
piątek, 13 kwietnia 2012
Do postu o upierdliwym kocmołuchu...
PS. Dzieci mogłyby w dodatku wygrywać na cymbałkach sygnał Wiadomości.
Pomysł na lekcję
Ostatnio bardzo modna jest etyka zawodowa. Zainspirowała mnie rozmowa w programie publicystycznym, pomiędzy detektywem Krzysztofem Rutkowskim a komendantem Policji. Nawzajem zarzucali sobie nieetyczność, a ja - rosłem. No bo na antenie, takie znane i ważne persony dyskutują o etyce.
Więc, żeby wykorzystać tę koniunkturę proponuję zrobić np. w podstawówce temat o etyce zawodowej.
Można by poprosić dzieci, by opowiedziały coś o zawodach, które uważają za najciekawsze. Potem mogą zrobić rysunki, przedstawiające np. strażaka, policjanta, nauczyciela...
Następnie proponuję porozmawiać z dziećmi na temat, jakie zasady etyczne obowiązują np. nauczyciela, a jakie lekarza. Co jest wspólne, a co specyficzne dla każdego zawodu.
Do tych zajęć można dopasować jakaś fajną bajkę, np. o strażakach, jakimś detektywie, o kimś, kto wykonuje ciekawy zawód. Potem uczniowie mogą skupić się na tej konkretnej postaci i wymyślić np. trudne sytuacje etyczne, przed jakimi mógłby stanąć bohater (albo wskazać takie w filmie lub czytance). Przykładowo - ktoś oferuje detektywowi przekupstwo, a lekarz musi nieść pomoc komuś, kto nie ma podpisanej umowy z NFZ.
;-)
Żarty na bok, ale właśnie o takie sytuacje chodzi. Wnioski można zapisywać na tablicy, w formie punktów, mapy skojarzeń, lub w zeszytach.
Można poprosić też starszych uczniów o stworzenie w grupach opowiadania o etycznym lub nie-etycznym pracowniku (może być komiks). Trzeba pokazać, że właściwie każdą prace można wykonywać zgodnie z zasadami etyki lub niezgodnie z nimi.
W szkole średniej można rozbudować temat, mówiąc o problemie alkoholu w pracy, odpowiedzialności za innych, za mienie, za tajemnicę zawodową, za wizerunek np. Polski (sprawa piłkarza reprezentacji, który pijany awanturował się w taksówce), itp.
czwartek, 12 kwietnia 2012
Z cyklu "anegdoty" czyli jeździmy suwakiem
Wejdźcie tutaj:
http://emerytura.gov.pl/kalkulator-pogladowy
i pojeździjcie suwaczkiem. To nie żart ale oficjalna, rządowa strona!
Jeśli ktoś pójdzie na emeryturę w wieku 75 lat, dostanie 9348zł, czyli 63% ostatniej pensji
:-)
http://emerytura.gov.pl/kalkulator-pogladowy
i pojeździjcie suwaczkiem. To nie żart ale oficjalna, rządowa strona!
Jeśli ktoś pójdzie na emeryturę w wieku 75 lat, dostanie 9348zł, czyli 63% ostatniej pensji
:-)
Praca czyni wolnym
Praca nie tylko czyni wolnym, ale również bogatym. Dlatego właśnie powinniśmy pracować jak najdłużej. Na początek do 67 roku życia. Przyjmijmy hipotetycznie, że jeśli przejdziemy na emeryturę w wieku 65 lat będziemy mieli 400zł emerytury. Prosty rachunek matematyczny pokazuje, że jeśli pójdziemy na emeryturę w wieku 130 lat będziemy mieć 800zł! Jest więc o co zabiegać.
To jest właśnie potęga matematyki, królowej nauk.
Interesujące jest natomiast, dlaczego nie rodzą się u nas dzieci. W krajach "trzeciego świata", gdzie nie dotarła jeszcze cywilizacja konsumpcyjna ze wszystkimi jej dobrami, dzieci jest pełno. Czy to przypadek?
Ciekawe, czy ktokolwiek wyliczył, jaka jest rzeczywista cena kultu pieniądza... dobre zadanie dla matematyków.
No i czemu, do cholery (wiem, jako etyk i nauczyciel nie powinienem przeklinać, ale choć ten jeden raz sobie ulżę) nie buduje się u nas żadnych tanich mieszkań dla młodych małżeństw???
No i czemu, do cholery (wiem, jako etyk i nauczyciel nie powinienem przeklinać, ale choć ten jeden raz sobie ulżę) nie buduje się u nas żadnych tanich mieszkań dla młodych małżeństw???
Ten upierdliwy kocmołuch, czyli potęga przyzwyczajenia...
Upierdliwy kocmołuch, czyli etyka w szkole. Do czego ona komu potrzebna? Nawet z kuratorium muszą zadzwonić i sprawdzić, ile osób chodzi, żeby się upewnić, czy czasem godziny się nie marnują.
Może udałoby się te drogocenne, dwie godziny przeznaczyć na coś pożytecznego?
Na przykład na naukę gry na cymbałkach? Pomysł wcale nie głupi, bo można by wystąpić w Mam Talent i wygrać nagrodę. Takie rzeczy na prawdę dobrze się sprzedają. Dzieci grające na cymbałkach - to złapie za serce każdego,nawet największego potwora.
Dzisiaj kolejny kubeł zimnej wody wylał się na moją głowę, i to wcale nie z okazji spóźnionego Śmigusa-Dyngusa. Znajoma pani polonistka stwierdziła, że szanse wprowadzenia filozofii w szkołach są - praktycznie rzecz biorąc - równe zeru. Przedmioty humanistyczne, jako nieprzydatne nikomu, są w odwrocie.
Rzecz zrozumiała. Teraz wszyscy kochają fizykę i matematykę. Uczą się też pilnie języków. Nikt jednak nie zdaje sobie sprawy - siłą przyzwyczajenia - że filozofia w ogólniaku jest w zasadzie przedmiotem niezbędnym. Można już ją zdawać na maturze, a w wielu krajach Europy jest pełnoprawnym przedmiotem.
Zamiast niej - ubogi kocmołuch, trzymany w schowku za piecem, jako "alternatywa" dla religii. Etyka rozumiana jako opcja dla nie chodzących na religię...Kto to wymyślił? Zamiast nazwy "etyka" proponuję "niereligia".
Etyka to dziedzina filozofii i jako taka nie jest ani pro-religijna, ani anty-religijna. Jest etyka chrześcijańska i jest etyka niezależna, nie odwołująca się do żadnych poza-światowych uzasadnień. Mogłaby więc być nauczana tak, jak powinna, po prostu jako jeszcze jeden dział filozofii.
Wykłady akademickie
Otrzymałem odpowiedź z Instytutu Filozofii. Nie wskazuję konkretnie jakiego, bo przecież nigdy nie wiadomo, jaki jest układ sił, i czy za bardzo życzliwą postawą samych wykładowców idzie równie życzliwa postawa władz uczelni, które przecież muszą przemyśleć również aspekt ekonomiczny.
W każdym razie - wykłady akademickie jako takie są otwarte. Warto to wiedzieć, bo jeśli uczycie etyki lub filozofii w większym mieście, możecie na wykład czasem zajrzeć, najlepiej po uprzednimi uzgodnieniu z osobą prowadzącą i odświeżyć wiedzę.
Myślę, że w innych Instytutach jest podobnie. Nie jest też głupim pomysłem zabranie kilku chętnych uczniów na wykład, ale to już na pewno trzeba zgłosić wcześniej, ze względu na kwestię ilości wolnych miejsc.
środa, 4 kwietnia 2012
Co można robić po filozofii?
Postanowiłem odpowiedzieć na to stawiane od tysięcy lat pytanie w sposób jednoznaczny, ostateczny i prawdziwy ;-)
Otóż, po filozofii można uczyć filozofii i etyki. Warto to robić, ponieważ to ciekawe i przydatne przedmioty. Trzeba się starać, żeby coraz częściej gościły w szkole.
I od razu apel do studentów - nie dajcie się zwieść opowieściami o ludziach, którzy po filozofii zostali sławnymi podróżnikami, specami od reklamy, naczelnikami poczty, komendantami policji, ministrami, właścicielami wielkich firm.
Nie istnieje żaden udowodniony związek pomiędzy ich studiami a osiągnięciami. Stawiam nawet tezę, że zostaliby tymi komendantami, ministrami, również gdyby nie poszli na filozofię, ale na coś innego.
Idąc na filozofię na pewno trzeba myśleć o drugim kierunku, lub studiach podyplomowych.
Na pewno warto wybrać specjalizację nauczycielską. Jest to już coś - ma się przygotowanie do nauczania w szkole. Można do tego później dodać studia podyplomowe (tak, jak ja robię).
I rzecz najważniejsza - trzeba propagować filozofię w szkołach. Powinny do tej akcji przyłączać się Instytuty Filozofii. Jest to rodzaj inwestycji, która się zwróci.
Poznałem wielu absolwentów filozofii i muszę powiedzieć, że większość z nich to ludzie bardzo ciekawi świata, z dobrymi pomysłami i "otwartą głową". Warto znaleźć dla nich miejsce w szkołach. Będziemy mieli mądrzejsze społeczeństwo, a to też jest jakaś inwestycja.
Nie jest chyba wielkim wstydem przyznać się, że człowiek zapomina. Ja na przykład, zapomniałem sporo ze studiów. Owszem, czytam książki, ale przecież to nie to samo, co możliwość posłuchania wykładowcy.
Jestem bardzo ciekaw, czy na naszych uczelniach istnieje jeszcze status "wolnego słuchacza". Coś takiego kiedyś było... ale teraz przecież za naukę trzeba płacić. Być "wolnym słuchaczem" to niemal jak iść do hipermarketu i ostentacyjnie żreć batoniki, nie płacąc za nie...
Mimo wszystko postanowiłem spróbować, zwróciłem się z pytaniem do pobliskiego Instytutu Filozofii. Ciekawe, czy uda mi się uzyskać zgodę na uczestnictwo w wykładach...zwłaszcza, że jest w tym pewien sens - mógłbym lepiej przekazywać wiedzę uczniom, zachęcając ich tym samym do studiów filozoficznych.
Jestem bardzo ciekaw, czy na naszych uczelniach istnieje jeszcze status "wolnego słuchacza". Coś takiego kiedyś było... ale teraz przecież za naukę trzeba płacić. Być "wolnym słuchaczem" to niemal jak iść do hipermarketu i ostentacyjnie żreć batoniki, nie płacąc za nie...
Mimo wszystko postanowiłem spróbować, zwróciłem się z pytaniem do pobliskiego Instytutu Filozofii. Ciekawe, czy uda mi się uzyskać zgodę na uczestnictwo w wykładach...zwłaszcza, że jest w tym pewien sens - mógłbym lepiej przekazywać wiedzę uczniom, zachęcając ich tym samym do studiów filozoficznych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




