sobota, 18 sierpnia 2012

Dlaczego Polska jest rajem dla oszustów?

Dzięki trwającym wakacjom można pozostawić tematy szkolne nieco na uboczu i zająć się bieżącymi, głośnymi wydarzeniami. Takimi jak chociażby historia Amber Gold. 
Prezes, który zgodnie z informacjami medialnymi był już wiele razy karany - zakłada firmę, która przyjmuje od ludzi pieniądze obiecując wysokie zyski. Firma lokuje swoje pieniądze w złocie, a przynajmniej te, których pan Prezes nie lokuje akurat w samochodach i pałacach.

Firma oczywiście jest  niewypłacalna, a całe przedsięwzięcie okazuje się wielkim oszustwem. I uwaga - rzecz najciekawsza. Z tego, czego możemy dowiedzieć się z prasy i telewizji wynika, że facet ma pałac wart, ostrożnie szacując, 3 miliony złotych. Do tego dochodzi inny majątek, około 50 kilogramów złota, mieszkania, samochody. Pomimo to - "szanse, by ktokolwiek odzyskał swoje pieniądze są bliskie zeru" - oświadcza dyżurny prawnik i showman polskich mediów.

I cóż z tego, że postawią pokazowo Prezesa przed sądem? I cóż z  tego, że grozi mu 5 lat? Z pewnością ma tak dobrych prawników, że 5 lat w więzieniu nie spędzi. A po wyjściu - będzie bogaty, będzie posiadał miliony złotych. To tak, jakby poszedł do pracy za pensję, o której większość ludzi może jedynie pomarzyć. Nie jest rzeczą możliwą, by ktoś, kto wcześniej dopuścił się podobnych matactw, nie wziął pod uwagę możliwości, że sprawa znów wyjdzie na jaw - i nie zabezpieczył się na taką ewentualność. Nikt nie trzyma złota w mieszkaniu, jeśli nie chce, by je znaleziono. Raczej - trzyma je po to, by je znaleziono i nie szukano dalej.

Jak to jest możliwe, że pieniędzy nie da się choć po części ludziom zwrócić? To pierwsze pytanie. Drugie brzmi - co się stanie z tym majątkiem, wcale niemałym? Nie będę na nie odpowiadał wprost, niech każdy sobie odpowie.

Sprawy mają się  tak, że polskie prawo broni interesów Państwa, a nie obywatela. Porównajcie sobie dwie sytuacje. Zalegacie z opłatą 20zł dla Urzędu Skarbowego. Co się dzieje? US, nie cackając się, powiadamia komornika, który, nawet bez Waszej wiedzy czy zgody ma dostęp do wszystkich Waszych rachunków bankowych.
Może po prostu sobie te Wasze pieniądze wziąć, plus opłaty. Podobnie jest z egzekucją wszelkich zobowiązań dla Państwa,  dla banków i instytucji państwowych. Da się? Da się. Prawne procedury są tak skonstruowane, by zwykły obywatel, który nie jest zamożny, był w sposób praktyczny całkowicie bezbronny. 

Zupełnie inaczej rzecz ma się gdy zamożny przedsiębiorca oszuka innych obywateli. Państwo NIE MA INTERESU w tym, by ich bronić. Nie ma interesu w tym, by odzyskać ich pieniądze, choć mogłoby to zrobić, tak, jak odzyskuje te 20zł, które Kowalski jest winny Urzędowi Skarbowemu. Zamiast tego, znacznie łatwiej jest przyjąć strategię pt. "ludzie sami są sobie winni, nic nie można poradzić". Dzięki temu pieniądze, zamiast wrócić do poszkodowanych będą mogły łatwiej "wyparować".

Jest to sytuacja tego typu, jakby podróżni jadący dyliżansem zostali zatrzymani przez bandytów przebranych za zakonnice. W pewnym momencie rabusie zrzucają kamuflaż i ograbiają podróżnych. Ci, rzecz jasna poszukują szeryfa. Szeryf owszem, zatrzymuje złoczyńców, ale - stwierdza, że ludzie sami są sobie winni. Po pierwsze, dali się nabrać przebranym zakonnicom. Po drugie, nie czytali dokładnie ostrzeżeń o grasujących na Dzikim Zachodzie bandach. Po trzecie - po co jechali na ten Dziki Zachód?
Reasumując - z tych powodów nie otrzymają z powrotem ukradzionych pieniędzy.

Dlaczego interes Państwa nie jest interesem obywatela? Za tak zwanym "prawem" stoi pewien stan rzeczy, równowaga interesów tych, którzy są najzamożniejsi i mają największą władzę. Jest to oczywiście zaprzeczenie jakiejkolwiek etyki i moralności. Nie jest pomysłem złym czy głupim, by o takich tematach rozmawiać również z uczniami na lekcjach filozofii i etyki w szkołach. Filozofia to nie jedynie historia, ale również ważne sprawy społeczne, polityczne, które dzieją się tu i teraz. Może młodzi ludzie zdecydują się w końcu zmienić te chore przepisy, które interesy zwykłego obywatela stawiają na szarym końcu, zanim błędnie skonstruowany system zawali się doszczętnie.



czwartek, 2 sierpnia 2012

Korporacjusz

Zapraszam do przeczytania mojego krótkiego opowiadania, które porusza właśnie tematykę kredytowo-bankową w satyrycznej konwencji. Choć może nie do końca satyrycznej, bo pointa jest dość brutalna.

http://www.qfant.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=4683:%C5%82ukasz-henel

Nieetyczne kredyty hipoteczne

Wakacje to dobra okazja, by odejść od tematyki typowo szkolnej i poruszyć sprawy bardziej ogólne.

Niedawno, w celach głównie eksperymentalno - poznawczych odwiedziłem placówkę jednego z banków, chcąc dowiedzieć się więcej na temat kredytów hipotecznych. Z pewnością, mimo narastającego kryzysu stanowią one nadal przedmiot zainteresowania rzesz Polaków. No bo oczywiście, innego sposobu na zdobycie mieszkania w Polsce nie ma.

W roli osoby zainteresowanej kredytem hipotecznym wypadłem na tyle przekonująco, że Pani zdecydowała się przygotować symulację a nawet - wydrukować ją na drukarce.

I uwaga. Za pożyczoną kwotę 100 000zł oddać trzeba 223 000zł. Czyli, za to, że pożyczyliśmy sto tysięcy oddajemy grubo ponad drugie tyle. 

Pytanie brzmi - czemu jest to legalne? 

 Przecież gdybym dajmy na to ja - zaczął prowadzić podobną działalność, pożyczając ludziom po 100zł i żądając od każdego zwrotu 223zł, zostałbym zapewne z miejsca aresztowany przez policję za ściąganie haraczy i działalność przestępczą...

Odpowiedź na pytanie dlaczego jest to legalne w przypadku banków brzmi: ponieważ wszyscy to akceptują. Ponieważ faktyczną władzę sprawują banki.  Nikt nie ma odwagi stwierdzić, że jest to oszustwo i naciąganie ludzi. Zwyczajne, bezwzględne, destrukcyjne  lichwiarstwo. 

Wyobraźmy sobie teraz, nawet bez wielkiej wiedzy ekonomicznej, jakim strasznym obciążeniem dla gospodarki muszą być miliony ludzi spłacający taki haracz. Pieniądze, które mogliby wydać na żywność, edukację, mieszkania, podatki, drogi, biznes, zatrudnianie nowych pracowników wędrują przez dziesiątki lat do kieszeni Krwiopijców.

Szczytem wszystkiego natomiast są fundusze hipoteczne. Jest to działalność na celowniku której znalazły się osoby starsze, schorowane, osamotnione. Za przepisanie praw do własności nieruchomości, której wartość wynosi grube setki tysięcy złotych - otrzymują skromny comiesięczny dodatek - 1000-1500 zł. 
Załóżmy, że osoba taka będzie żyła 10 lat.

Po jej śmierci fundusz przejmie mieszkanie, warte np. 200 000 zł za 120 000. Czysty zysk!

W moim przekonaniu jest to absolutnie nieetyczne. Mało - tak wysokie, lichwiarskie oprocentowania powinny być zakazane.

piątek, 27 lipca 2012

Samochodowy zabójca

Niedawno opinią publiczną wstrząsnęła wiadomość o zbrodni, jakiej dopuścił się James Holmes. Wszedł do sali kinowej podczas premiery Batmana i otworzył ogień do widzów.

Ja także kilka dni temu spotkałem swojego prywatnego  Jamesa Holmesa. Nie miał wprawdzie maski na twarzy i nie strzelał do mnie, ale siedział za kierownicą samochodu. Na osiedlu, gdzie z trudem mijają się dwa samochody pędził dobre 100 na godzinę. Oczywiście, wprost na mnie. Gdy udało mi się w ostatniej chwili uskoczyć, nie zwolnił ani na moment. Spostrzegłem, że z auta celowo usunięto tablice rejestracyjne.

Czy kierowca z góry założył, że mógłby kogoś zabić i przezornie usunął tablice? Później widziałem ten samochód jeszcze kilka razy, a za kierownicą nadal siedział nasz, polski James Holmes.

Jasne - jest różnica. Wariat za kierownicą to jednak jeszcze nie seryjny zabójca. A jednak, chyba motywacja jest ta sama. Jakaś totalna nienawiść do innych i do samego siebie.

środa, 25 lipca 2012

Książki na śmietnikach

Napisałem jakiś czas temu opowiadanie, w którym książki leżą na śmietnikach, ponieważ nikomu nie są już potrzebne. Nie można go na razie nigdzie przeczytać, ponieważ wysłałem je na konkurs. Oczywiście - jako opowiadanie fantastyczne.

Na pewno nie wygram. Wizja ta wyda się zbyt straszliwa każdemu recenzentowi/redaktorowi. Zbyt nieprawdopodobna.

O dziwo jednak, rzeczywistość natychmiast zareagowała na moje wymysły. Niczym w Matrixie natychmiast wygenerowane zostały sytuacje rodem z mojej własnej wyobraźni.

Już 2 razy, w krótkim odstępie czasu, kiedy przemierzałem bogatą dzielnicę domków jednorodzinnych spostrzegłem na śmietnikach książki.

Nie, nie pojedyncze egzemplarze. Całe kolekcje. Dobrze zachowane. O podróżach, komputerach, poradniki, o parapsychologii, o filozofii. 

Przerażony, że ktoś może mnie ubiec natychmiast skombinowałem jakiś pojazd i w wielkim pośpiechu zabrałem swój łup. Wyobraźnia podsuwała mi cały czas obrazy goniących mnie radiowozów, helikoptera, obywateli chcących dokonać "ujęcia" itd. - pomimo, że książki wyraźnie leżały na śmietniku, na ulicy, w sąsiedztwie starych szmat, kartonów i odpadków.

Tymczasem kątem oka dostrzegałem, jak okoliczni mieszkańcy przyglądają mi się nie ukrywając zdumienia. 

Ogarnęło mnie jakieś mrożące krew w żyłach przeczucie. Z tego rodzaju, jakie musiało ogarnąć Rzymian na widok barbarzyńców pod murami miasta. Czyżby kończyła się jakaś epoka i zaczynała nowa? Chyba niekoniecznie lepsza...

 


czwartek, 19 lipca 2012

Ktoś

No i proszę, mój apel odniósł natychmiastowy niemal skutek... ktoś zagłosował przeciw i tym kimś wcale nie byłem ja.

Człowiek tak siedzi sobie przy klawiaturze i klepie, peroruje niczym do pustej sali, a tu jednak okazuje się, że ktoś go "słucha". Że za ścianą ktoś jednak jest. Puk puk Ktosiu! Dziękuję Ci za Twój głos.

środa, 18 lipca 2012

Ankieta

Na górze nadal działa moja prywatna ankieta. Już 53 głosy za etyką i ani jednego przeciw. Może ktoś dla przekory zagłosuje przeciwko ;-)? Coby sondaż nie wyglądał na ustawiony.. ;-)
Szczerze mówiąc sam mógłbym zagłosować przeciwko etyce. Zastanawiam się, czy "etyka" jako nazwa dla przedmiotu to rzeczywiście dobry wybór. Może "propedeutyka filozofii"? Etyka z jakiejś przyczyny odbierana jest przez wiele osób jako "lekcja moralizatorstwa". Na zasadzie: przyjdzie etyk i powie nam, co dobre a co złe.
Chodzi przecież raczej o zapoznanie uczniów z filozofią i dyskusję na tematy związane z szeroko rozumianą moralnością, dobrem i złem.W moim przeświadczeniu rola etyka nie polega na decydowaniu, co jest dobre a co złe, a raczej na przybliżaniu niektórych zagadnień. Uczeń powinien sam dojść do własnych przekonań, z pomocą nauczyciela, który zwraca uwagę na niektóre aspekty sprawy, opisuje różne punkty widzenia. Takie własne przemyślenia są znacznie bardziej wartościowe, niż narzucone "z góry" zasady czy normy. Jeśli człowiek ma się jakoś wewnętrznie przemieniać na lepsze, to chyba tylko pod wpływem własnych przemyśleń.

wtorek, 10 lipca 2012

Bezpieczny Internet na etyce




Kwestia bezpiecznego Internetu może być poruszona nie tylko na lekcji informatyki, ale jak najbardziej nadaje się na zajęcia z etyki.

Na etyce ważniejszy będzie nie "techniczny" aspekt problemu, ale fakt, że za wieloma zagrożeniami stoją ludzie. A także to, że bezpieczeństwo w sieci zależy od zdrowego rozsądku i przestrzegania pewnych zasad. Można oczywiście podać też dużo ciekawostek "komputerowych". W zależności od poziomu edukacyjnego oczywiście. W najmłodszych klasach można wyjaśnić czym jest wirus komputerowy, IP, firewall, kim są hakerzy...
W miejskich bibliotekach można znaleźć na ten temat wiele ilustrowanych książeczek.  Śmiało eksploatujcie też zasoby Naszej Klasy - która bezpieczeństwu poświęciła cały fragment serwisu: 


Powyższy film "Sieciaki" doskonale nadaje się na taką lekcję. Na chomikuj.pl można zapoznać się w celach edukacyjnych z jego pełną wersją. Polecam :-) Jeśli zabraknie Wam pomysłu we wrześniu, możecie zrobić taką właśnie lekcję.


poniedziałek, 9 lipca 2012

Co na etyce w szkole podstawowej?

Bardzo wiele osób uczących w szkole podstawowej ma problem z pomysłami na zajęcia. 
Na pierwszym roku (jeśli zaczynacie dopiero pracę) można oprzeć się na podręczniku Marka Gorczyka "Chcemy być lepsi" i mieć wszystko w nosie.
Później, niestety, sytuacja się komplikuje. Grupa jest międzyklasowa i wszyscy po roku znają już ten podręcznik. A myliłby się ten, kto sądzi, że dzieci nie mają dobrej pamięci. Zatem - Co robić?

Do podstawówki proponuję takie metody pracy:
- Burza mózgów i do tego rysowanie mapy skojarzeń. Bardzo dobra metoda. 
 - Plastyczne środki wyrazu. Lekcja etyki w szkole podstawowej nie może być wykładem, chyba że chcemy by uczniowie zwariowali z nudów. Czyli - malowanie tematycznych plakatów, rzeźbienie w glinie, rysunki związane z tematyką lekcji, kolorowanki, wycinanki, zabawy.
- Odgrywanie scenek. Np. "Na szkolnym korytarzu, pewnego dnia..."
- Jeśli mamy taką możliwość - bajki. Trzeba je dobrze dobrać, tak, by miały etyczne przesłanie. Tradycyjne bajki zawsze niosły ze sobą naukę moralną. Poza tym jest pewna gigantyczna zaleta bajek - uczeń może zastanawiać się nad dobrem i złem, nie czując się oskarżanym. 
Zachowania dobre i złe można omawiać na przykładzie postaci z bajki. Zamiast animowanej bajki mogą być też opowiadania. Biblioteki pękają w szwach od opowiadań terapeutycznych, itp.- zawsze coś da się wyszukać.
- Dyktowanie do zeszytu proponuję ograniczyć do minimum. 

Bajki działają.  Podam przykład. Miałem ucznia, który w czasie lekcji wchodził na ławkę i kwiczał. 
Na kolejną lekcję napisałem fikcyjne opowiadanie o chłopcu, który podobnie się zachowywał i za karę został magicznym sposobem zamieniony w małpę (spokojnie -potem okazało się, że to tylko sen). 
Podziałało. Kwiczenie zakończyło się jak nożem uciął, i to zupełnie bez oskarżania kogokolwiek. To ON SAM zauważył, że zachodzi podobieństwo między jego własnym zachowaniem a postępowaniem chłopca z bajki.



Janusz Korczak - król dzieci

Film, który z pewnością warto zaprezentować w gimnazjum lub szkole średniej na lekcji etyki.




Na YT jest on zamieszczony we fragmentach. Na chomikuj.pl jest dostępny w całości i można się tam z nim zapoznać  w celach edukacyjnych.